Kot, który wita mnie przy samym wejściu (jak na siebie wyjątkowo cicho), znany zapach i poczucie bycia na miejscu. W pierwszej chwili kilka niezbędnych, domowych czynności: rozpakowanie plecaka, wstawienie prania, nakarmienie bestii…
Po chwili rzut okiem po mieszkaniu, przejście powoli po pokojach i zdanie sobie sprawę, że to jest mój dom. Do którego chcę wracać, który lubię pielęgnować, w którym mieszkam z właściwą osobą. Może pora już byśmy powiesili obrazki na ścianach?
W ciągu ostatniego roku zmieniło się bardzo wiele. Mnóstwo w nim było trudnych i bardzo trudnych momentów, zwątpienia, bezsilności, nienadążania, a co gorsza, nie zapowiada się na jakąś specjalną poprawę. Ale jednocześnie mnóstwo było dobrych momentów, wspólnych wyjazdów, ciekawych ludzi, pozytywnych emocji, snucia planów. Wszystko to we dwoje, z mężczyzną, z którym chcę spędzić resztę życia. Który daje mi siłę, wspiera, kocha, który pod wieloma względami jest dla mnie wzorem, wzbudza podziw, przy jednoczesnej pewności, że jemu również jest ze mną dobrze. Czasami oczywiście również wkurza, rani i smuci, ale nigdy w sposób zostawiający trwały ślad. Sama sobie zazdroszczę. I nie mogę się doczekać momentu, za parę lat, kiedy będę spojrzeć wstecz i stwierdzić, że wszystko jest tak, jak być powinno.